Ktoś prosi Cię o przysługę, na którą nie masz ani czasu, ani ochoty.
„Jasne, nie ma sprawy" - słyszysz, jak to mówisz, zanim jeszcze zdążysz pomyśleć.
Kolega w pracy podnosi głos na zebraniu. Ty się uśmiechasz i szybko zmieniasz temat, żeby było miło.
Partner czy partnerka są w gorszym nastroju. Zanim się zorientujesz, cały wieczór poświęcasz na to, żeby im poprawić humor, odkładając na bok to, co sama czułaś jeszcze godzinę wcześniej.
Wracasz do domu wyczerpana. Nie dlatego, że dużo zrobiłaś. Dlatego, że cały dzień pilnowałaś, żeby inni czuli się dobrze.
Jeśli to brzmi znajomo, ten artykuł jest dla Ciebie.
Czym jest reakcja fawn?
Większość z nas zna dwie reakcje na zagrożenie: walkę i ucieczkę. Niektórzy słyszeli też o trzeciej - zamrożeniu, czyli znieruchomieniu, gdy organizm „wyłącza się" w obliczu przytłaczającego stresu.
Jest jeszcze czwarta. Psychoterapeuta Pete Walker, specjalizujący się w pracy ze złożonym zespołem stresu pourazowego (C-PTSD), opisał ją jako fawn — po polsku najbliżej temu do „przymilania się" albo „płaszczenia się". To strategia przetrwania polegająca na tym, że w obliczu zagrożenia człowiek nie walczy, nie ucieka i nie zamiera, tylko dostosowuje się do osoby, która to zagrożenie stwarza. Uspokaja ją. Zgadza się z nią. Robi wszystko, żeby napięcie zniknęło, nawet kosztem własnych potrzeb.
To nie jest słabość charakteru ani nadmierna uległość z natury. To jest strategia, która kiedyś - naprawdę - pomagała przetrwać.
Skąd się to bierze
Dziecko, które dorasta w domu, gdzie dorosły bywa nieprzewidywalny, krzyczy, karze milczeniem albo reaguje niewspółmiernie do sytuacji, nie ma do dyspozycji tych samych opcji co dorosły. Nie może uciec — jest zależne od opiekuna. Nie zawsze może walczyć — to zbyt niebezpieczne wobec kogoś silniejszego i ważniejszego dla jego przetrwania. Zamrożenie też nie zawsze rozwiązuje sytuację, bo napięcie w domu trwa.
Zostaje czwarta droga: zrobić wszystko, żeby dorosły się uspokoił. Przewidzieć jego nastrój, zanim jeszcze się ujawni. Nauczyć się czytać mikrozmiany w tonie głosu. Stać się takim dzieckiem, jakiego oczekuje otoczenie - cichym, pomocnym, niewymagającym, niesprawiającym kłopotów.
Neurobiolog Stephen Porges w swojej teorii poliwagalnej (Porges, 2011) opisuje, jak układ nerwowy w obliczu zagrożenia, którego nie da się ani pokonać, ani od którego nie da się uciec, może sięgnąć po system zaangażowania społecznego — ten sam, który normalnie służy budowaniu bliskości i więzi — i użyć go defensywnie. Uśmiech, uspokajający ton głosu, troska o drugą osobę przestają być wtedy wyrazem bliskości. Stają się narzędziem bezpieczeństwa.
To dlatego osoby z historią reakcji fawn często są postrzegane jako wyjątkowo empatyczne, wyczulone na potrzeby innych, „dobre w ludziach". I często rzeczywiście takie są. Tyle że ta wrażliwość rozwinęła się nie tylko z troski, ale też z konieczności.
Przekonania, które podtrzymują fawn
Podobnie jak inne reakcje na traumę, fawning opiera się na przekonaniach, które kiedyś miały sens, a w dorosłości zaczynają szkodzić.
„Jeśli będę wystarczająco miła, nic złego się nie stanie." Uprzejmość i dostosowanie stają się formą kontroli nad niebezpiecznym otoczeniem.
„Moje potrzeby są mniej ważne niż spokój w relacji." Konflikt kojarzy się z zagrożeniem, więc lepiej go za wszelką cenę uniknąć, nawet kosztem siebie.
„Jeśli powiem 'nie', stracę tę osobę." Odmowa kojarzy się z odrzuceniem, bo kiedyś rzeczywiście za nią przychodziła kara albo wycofanie miłości.
„Muszę być użyteczna, żeby zasługiwać na miejsce w czyimś życiu." Poczucie własnej wartości zostaje uzależnione od tego, ile się robi dla innych, a nie od tego, kim się jest.
„Nie mam prawa się złościć ani czegoś chcieć." Własne emocje i preferencje schodzą tak głęboko, że z czasem trudno je w ogóle rozpoznać.
Jak to wygląda w dorosłym życiu
Fawning rzadko wygląda dramatycznie. Częściej jest ciche i dlatego łatwo je przeoczyć - także we własnym życiu.
To trudność z powiedzeniem „nie", nawet gdy się tego chce. To automatyczne przepraszanie, zanim jeszcze coś się wydarzy. To skanowanie nastroju innych osób w pokoju, zanim jeszcze zdąży się usiąść. To poczucie, że nie wie się, co się właściwie lubi, bo przez lata priorytetem było dopasowanie się do cudzych preferencji. To chroniczne zmęczenie, które nie wynika z ilości obowiązków, tylko z ciągłej czujności wobec potrzeb i emocji innych ludzi.
Psychiatra i badaczka traumy Judith Herman w swojej klasycznej pracy o zaburzeniach pourazowych (Herman, 1992) opisywała, jak osoby przeżywające długotrwałe, powtarzające się zagrożenie - także w dzieciństwie - rozwijają wzorce przystosowania, które służą przetrwaniu, ale utrudniają później budowanie relacji opartych na autentyczności i wzajemności, a nie na podporządkowaniu.
Warto też wspomnieć o badaniach zespołu Shelley Taylor (Taylor i in., 2000, „Psychological Review"), które pokazały, że reakcja na stres wcale nie zawsze przyjmuje formę walki lub ucieczki — może też przyjąć formę „opiekuj się i zaprzyjaźniaj" (tend-and-befriend), czyli łagodzenia zagrożenia przez budowanie bliskości i troskę o innych. To nie jest badanie bezpośrednio o fawningu jako reakcji traumatycznej, ale dobrze pokazuje, że łagodzenie napięcia przez troskę o drugą osobę ma solidne biologiczne podłoże — to nie jest „wymyślona" strategia, tylko realny sposób, w jaki organizm próbuje zapewnić sobie bezpieczeństwo.
Fawn a granice - dlaczego to jedno bez drugiego się nie obejdzie
Reakcja fawn i trudność ze stawianiem granic to w praktyce dwie strony tego samego mechanizmu.
Żeby postawić granicę, trzeba najpierw wiedzieć, czego się chce, a czego nie. Fawning właśnie to zaciera - bo przez lata priorytetem było wyczuwanie cudzych potrzeb, a nie własnych. Do tego dochodzi lęk: postawienie granicy oznacza ryzyko konfliktu albo odrzucenia, a to jest dokładnie to, przed czym fawning miał chronić.
Efekt jest taki, że nawet gdy rozumowo wiadomo, że ma się prawo powiedzieć „nie", ciało reaguje inaczej. Pojawia się napięcie, przyspieszony oddech, poczucie winy jeszcze zanim padnie odmowa. To nie jest brak asertywności z lenistwa czy braku wiedzy. To wyuczona, zautomatyzowana reakcja układu nerwowego.
Co można z tym zrobić
Zmiana wzorca fawn nie zaczyna się od jednorazowej decyzji, żeby „w końcu mówić, co się myśli". Zaczyna się od czegoś mniejszego: od zauważenia momentu, w którym reakcja się uruchamia.
Warto zacząć zadawać sobie pytanie, zanim się na coś zgodzisz: czy robię to, bo naprawdę tego chcę, czy dlatego, że boję się tego, co się stanie, jeśli powiem „nie"? Samo to pytanie, zadane w środku sytuacji, jest już małym krokiem w stronę odzyskiwania wyboru.
Pomocne bywa też wprowadzenie pauzy między pytaniem a odpowiedzią - zdanie w stylu „muszę się nad tym zastanowić i dam znać" zamiast natychmiastowego „tak". To daje czas, żeby sprawdzić, co się właściwie czuje, zanim odpowie za nas nawyk.
Warto również uczyć się zauważać sygnały ciała - napięcie w barkach, ścisk w żołądku, przyspieszony oddech - jako informację, że coś w danej sytuacji jest dla nas niewygodne, nawet jeśli głowa jeszcze tego nie nazwała.
To była strategia przetrwania, nie wada charakteru
Jeśli rozpoznajesz siebie w tym opisie, to nie oznacza, że jesteś zbyt uległa, zbyt miła czy „za bardzo się przejmujesz". Oznacza to, że w pewnym momencie życia Twój układ nerwowy znalazł sposób, żeby przetrwać środowisko, które było nieprzewidywalne albo niebezpieczne. I ten sposób zadziałał - dlatego wciąż go używasz.
Problem pojawia się wtedy, gdy strategia, która miała sens w dzieciństwie, zostaje w dorosłym życiu, w relacjach, które wcale nie są zagrażające. Wtedy dostosowywanie się przestaje chronić, a zaczyna kosztować - kontakt z własnymi potrzebami, energię, poczucie, kim się właściwie jest poza tym, co się robi dla innych.
Dobra wiadomość jest taka, że to, co zostało wyuczone, można też oduczyć. Powoli, z cierpliwością wobec siebie, najczęściej z czyimś wsparciem.
Kiedy warto porozmawiać ze specjalistą?
- Zauważasz, że trudno Ci powiedzieć „nie", nawet gdy naprawdę tego chcesz
- Często nie wiesz, co czujesz albo czego chcesz, dopóki nie zapyta Cię o to ktoś inny
- Czujesz chroniczne zmęczenie związane z „pilnowaniem" nastrojów innych osób
- Unikasz konfliktu za wszelką cenę, nawet kosztem własnych granic
- Podejrzewasz, że ten wzorzec ma swoje źródło w dzieciństwie i chcesz zrozumieć, skąd się wziął
- Chcesz nauczyć się budować relacje oparte na wzajemności, a nie na dostosowywaniu się
Praca nad reakcją fawn z psychoterapeutą to często praca nie tylko nad zachowaniem, ale nad odbudowaniem kontaktu z własnymi emocjami i potrzebami, które przez długi czas musiały zejść na dalszy plan.
Treść tego artykułu ma charakter psychoedukacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą.
Źródła:
- Walker, P. (2013). Complex PTSD: From Surviving to Thriving. Azure Coyote Publishing.
- Porges, S. W. (2011). The Polyvagal Theory: Neurophysiological Foundations of Emotions, Attachment, Communication, and Self-Regulation. W. W. Norton & Company.
- Herman, J. L. (1992). Trauma and Recovery: The Aftermath of Violence—from Domestic Abuse to Political Terror. Basic Books.
- Taylor, S. E., Klein, L. C., Lewis, B. P., Gruenewald, T. L., Gurung, R. A. R., i Updegraff, J. A. (2000). Biobehavioral responses to stress in females: Tend-and-befriend, not fight-or-flight. Psychological Review, 107(3), 411–429. https://doi.org/10.1037/0033-295X.107.3.411