Jest niedziela. Siedzisz na kanapie. Nie masz nic do zrobienia, naprawdę nic, i właśnie dlatego coś ściska Cię w środku.
Może to myśl, że powinieneś być produktywny. Że inni w tym czasie coś osiągają. Że jutro będzie tego wszystkiego jeszcze więcej, więc może lepiej już teraz zabrać się za to i tamto. Że odpoczywanie jest dla tych, którzy na to zasłużyli. A Ty jeszcze nie zasłużyłeś.
I zamiast odpocząć, scrollujesz. Sprawdzasz maila. Robisz coś, bo nierobienie czegoś jest nie do zniesienia.
Jeśli to brzmi znajomo, nie jesteś wyjątkiem. Jesteś bardzo typowym produktem bardzo specyficznych czasów.
Zajętość jako nowy prestiż
Przez większość historii ludzkości to czas wolny był oznaką statusu. Bogaci mieli czas. Biedni pracowali.
Coś się odwróciło. Badanie Bellezzy, Paharii i Keinana opublikowane w 2017 roku w Journal of Consumer Research pokazuje, że w dzisiejszej kulturze, szczególnie zachodniej, chroniczna zajętość stała się symbolem statusu. Mówienie, że się jest zajętym, że nie ma się czasu, że ledwo się wyrabia, jest sygnałem, że jesteś ważny, potrzebny, wartościowy. Że jesteś kimś, na kogo jest popyt.
I odwrotnie, posiadanie wolnego czasu, powolne tempo, chwile bezczynności, mogą być odczytywane jako brak ambicji, brak znaczenia, brak wartości.
Ten mechanizm działa podprogowo. Nie myślisz tego świadomie. Ale gdzieś w środku wiesz, że „jestem bardzo zajęty" brzmi lepiej niż „mam dużo czasu dla siebie". I to kształtuje Twoje wybory, często zanim zdążysz je zauważyć.
Co robi z Tobą chroniczny stres?
Stres nie jest zawsze zły. Krótkotrwały stres, ten przed ważną rozmową, przed egzaminem, w obliczu konkretnego wyzwania, jest adaptacyjny. Mobilizuje, ostrzy uwagę, daje energię do działania. To jest stres, dla którego ewolucja nas zaprojektowała.
Problem zaczyna się, gdy stres nie odpuszcza. Gdy nie ma wyraźnego wyzwania, tylko permanentne, niskointensywne napięcie, które towarzyszy Ci od rana do wieczora. To jest chroniczny stres i jego biologia jest zupełnie inna.
Endokrynolog i neuronaukowiec Bruce McEwen z Uniwersytetu Rockefellera opisał w 1998 roku w Annals of the New York Academy of Sciences mechanizm, który nazwał obciążeniem allostatycznym (allostatic load). To skumulowany koszt biologiczny, jaki organizm ponosi w wyniku długotrwałej ekspozycji na stres. Ciało, które nie dostaje sygnału „zagrożenie minęło", zostaje w trybie gotowości na czas nieokreślony.
Co to oznacza w praktyce?
Kortyzol, hormon stresu, jest wydzielany przez nadnercza w odpowiedzi na zagrożenie. W krótkotrwałym stresie jest pomocny. Ale gdy poziom kortyzolu jest stale podwyższony, zaczyna działać destrukcyjnie.
Zaburza sen, szczególnie fazę głębokiego snu, w której mózg się regeneruje. Osłabia układ odpornościowy. Podnosi ciśnienie krwi. Zaburza trawienie. Wpływa na pamięć i koncentrację. Zwiększa reaktywność emocjonalną, przez co drobiazgi wywołują nieproporcjonalne reakcje.
I jest jeszcze coś ważnego: chroniczny kortyzol dosłownie zmienia strukturę mózgu. Badania McEwena i jego współpracowników pokazują, że długotrwały stres zmniejsza objętość hipokampa, czyli obszaru odpowiedzialnego za uczenie się i pamięć, a zwiększa reaktywność ciała migdałowatego, centrum alarmowego mózgu. Twój mózg pod wpływem chronicznego stresu dosłownie staje się czujniejszy na zagrożenia i gorzej radzi sobie z ich racjonalną oceną.
Innymi słowy: chroniczny stres sprawia, że wszystko wydaje się poważniejsze i bardziej pilne niż jest. I że trudniej jest się zatrzymać.
Dlaczego nie umiemy odpoczywać - guilty rest
Masz chwilę wolnego. I zamiast się zrelaksować, czujesz niepokój. Coś jest nie tak. Powinieneś coś robić.
To zjawisko ma swoją nazwę w psychologii: guilty rest, czyli poczucie winy podczas odpoczynku.
Sabine Sonnentag, psycholog organizacji z Uniwersytetu w Mannheim, która przez lata badała psychologiczne odłączanie się od pracy, pokazała w badaniu opublikowanym w 2003 roku w Journal of Applied Psychology, że zdolność do psychologicznego odłączenia się od pracy podczas czasu wolnego jest jednym z kluczowych predyktorów dobrostanu i odporności psychicznej. Osoby, które potrafiły naprawdę odłączyć się w czasie wolnym, były mniej wyczerpane, bardziej zaangażowane w pracy i miały wyższe poczucie sensu.
Problem w tym, że odłączenie jest coraz trudniejsze.
Technologia wymazała granicę między pracą a odpoczynkiem. Telefon jest zawsze w kieszeni. Maile przychodzą w niedzielę. Powiadomienia nie śpią. I nawet gdy jesteś fizycznie w miejscu odpoczynku, głowa jest wciąż w pracy, na liście zadań, w jutrzejszym spotkaniu.
Ale jest też coś głębszego. Dla wielu osób odpoczynek jest mentalnie” niebezpieczny”. Bo gdy się zatrzymasz, możesz poczuć to, przed czym biegniesz. Zmęczenie, które skumulowało się przez miesiące. Smutek, który nie miał kiedy zabrzmieć. Pytania, na które nie masz jeszcze odpowiedzi. Pęd jest skuteczną formą unikania.
I dlatego mózg sabotuje odpoczynek. Produkuje poczucie winy, niepokój, wrażenie marnowania czasu. Bo zatrzymanie się jest subtelnie przerażające.
Wartości i priorytety
Tu chcę zwolnić i zapytać o coś, co może być ważniejsze niż techniki zarządzania stresem.
W psychologii, szczególnie w nurcie terapii akceptacji i zaangażowania (ACT), rozróżnia się dwa pojęcia, które łatwo ze sobą mylić.
Wartości to to, co dla Ciebie naprawdę ważne. Nie cele, nie osiągnięcia, nie rzeczy do odhaczenia. Wartości to kierunki: bliskość, twórczość, wolność, rodzina, zdrowie, uczciwość, rozwój. To, co chcesz, żeby charakteryzowało Twoje życie jako całość.
Priorytety to to, na co faktycznie poświęcasz czas i energię. To, co zajmuje miejsce w Twoim kalendarzu, w Twojej głowie, w Twoich decyzjach.
I tu jest pytanie, które warto sobie zadać, niekoniecznie teraz, ale kiedyś, kiedy będzie chwila ciszy.
Czy Twoje priorytety są zgodne z Twoimi wartościami?
Nie chodzi o to, żeby oceniać swoje wybory ani żeby robić rewolucję w życiu. Chodzi o prosty ogląd. Jeśli mówisz, że zdrowie jest dla Ciebie ważne, ale od miesięcy nie byłeś u lekarza i nie pamiętasz kiedy ostatnio spałeś 7 godzin, to wartość i priorytet rozeszły się. Jeśli mówisz, że relacje są dla Ciebie ważne, ale ostatni wieczór bez telefonu spędziłeś z bliską osobą parę miesięcy temu, to wartość i priorytet rozeszły się.
To nie jest oskarżenie. To bardzo powszechne. I to jeden z najcichszych powodów chronicznego niezadowolenia, które trudno nazwać, bo na zewnątrz wszystko wygląda okej.
Kiedy żyjemy w sprzeczności między tym, co cenimy, a tym, jak faktycznie żyjemy, pojawia się specyficzne napięcie. Nie dramatyczne, nie nagłe. Raczej takie tępe, stałe uczucie, że coś jest nie tak. Że gdzieś po drodze zgubiłeś coś ważnego, ale nie wiesz kiedy i co dokładnie.
Priorytety są zmienne
Warto powiedzieć coś, co często umyka w rozmowach o wartościach i priorytetach.
Priorytety zmieniają się w zależności od etapu życia. I to jest normalne, zdrowe i nieuniknione.
Priorytetem młodej mamy jest opieka nad niemowlęciem. Priorytetem osoby po utracie pracy jest odbudowanie stabilizacji. Priorytetem kogoś w żałobie jest przeżycie tego okresu. Priorytetem osoby w środku intensywnego projektu zawodowego jest ten projekt.
Problem nie polega na tym, że priorytety się zmieniają. Problem pojawia się wtedy, gdy tryb pełnej mobilizacji staje się jedynym trybem, który znamy. Gdy nie pamiętamy już, jak wyglądało życie bez permanentnego napięcia. Gdy każdy etap jest tak samo intensywny jak poprzedni, bez chwil wytchnienia, bez rytmu, bez świadomego wyboru co teraz jest ważne.
Pytanie nie brzmi: „jakie są Twoje wartości na zawsze?". Pytanie brzmi: „co jest ważne teraz, na tym etapie, i czy to, jak żyję, temu odpowiada?"
Co dzieje się z mózgiem, gdy naprawdę odpoczywamy
Jest coś, o czym rzadko mówi się w kontekście odpoczynku, a co jest absolutnie fascynujące.
Kiedy nie robimy nic, kiedy naprawdę pozwalamy umysłowi błądzić bez żadnego zadania do wykonania, włącza się tak zwana sieć trybu domyślnego (Default Mode Network, DMN). To sieć obszarów mózgu, które są aktywne właśnie podczas spokoju, nieuwagi, marzenia na jawie.
Przez lata uważano, że DMN to „bieg jałowy" mózgu, czyli nieproduktywny stan między zadaniami. Okazuje się, że jest zupełnie odwrotnie. DMN jest odpowiedzialna za przetwarzanie emocji, konsolidację wspomnień, refleksję nad sobą i innymi, planowanie przyszłości i kreatywne łączenie ze sobą odległych konceptów. To w tym trybie rodzą się pomysły, które nie przychodzą przy biurku.
Innymi słowy: mózg potrzebuje czasu bez zadań, żeby przetworzyć to, czego doświadczył. I żeby być zdolny do głębszego myślenia.
Kiedy wypełniamy każdą wolną chwilę telefonem, podcastem, serialem, stale przykuwamy uwagę do czegoś zewnętrznego. DMN nie ma kiedy pracować. Mózg nie przetwarza. I to jest jeden z powodów, dla których po bardzo intensywnym czasie czujemy się nie tylko zmęczeni, ale też emocjonalnie zagubieni. Nie daliśmy sobie czasu, żeby poukładać to, co przeżyliśmy.
Kilka pytań zamiast rozwiązań
Nie chcę kończyć tego artykułu listą wskazówek. Bo nie o to tu chodzi.
Chcę zamiast tego zostawić Cię z kilkoma pytaniami. Nie musisz na nie odpowiadać teraz. Ale może warto je gdzieś zapisać i wrócić do nich, kiedy będzie chwila ciszy.
Kiedy ostatnio robiłeś/robiłaś coś bez celu? Bez produktywności, bez osiągnięcia, tylko dlatego, że sprawiało Ci to przyjemność?
Czy pamiętasz, kiedy ostatnio czas płynął wolno?
Gdybyś miał/a opisać swoje życie nie przez pryzmat tego, co osiągasz, ale przez pryzmat tego, jak się czujesz w ciągu dnia, jak by to zabrzmiało?
Co byś robił/robiłą inaczej, gdyby bycie zajętym przestało być powodem do dumy?
Czego unikasz, gdy nie możesz się zatrzymać?
To ostatnie pytanie jest być może najtrudniejsze. I jednocześnie najbardziej warte zatrzymania się.
Na koniec
Życie w pędzie rzadko jest świadomym wyborem. Najczęściej wpada się w ten tryb stopniowo, przez nawarstwiające się obowiązki, oczekiwania, presję zewnętrzną i wewnętrzną, przez przekonanie że tak po prostu wygląda dorosłe życie.
Ale gdzieś po drodze warto zadać sobie pytanie: czy to jest życie, którego chcę? Czy biegnę w kierunku, który sam wybrałem? Czy wiem jeszcze, dokąd biegnę?
Nie ma jednej odpowiedzi na te pytania. I nie chodzi o to, żeby jutro wszystko zmienić.
Chodzi tylko o to, żeby się zatrzymać na tyle długo, żeby w ogóle je usłyszeć.
Treść tego artykułu ma charakter psychoedukacyjny i nie zastępuje konsultacji ze specjalistą.
Źródła:
- Bellezza, S., Paharia, N. i Keinan, A. (2017). Conspicuous consumption of time: When busyness and lack of leisure time become a status symbol. Journal of Consumer Research, 44(1), 118-138. DOI: 10.1093/jcr/ucw076
- McEwen, B. S. (1998). Stress, adaptation, and disease: Allostasis and allostatic load. Annals of the New York Academy of Sciences, 840(1), 33-44. DOI: 10.1111/j.1749-6632.1998.tb09546.x
- Sonnentag, S. (2003). Recovery, work engagement, and proactive behavior: A new look at the role of experience during off-job time. Journal of Applied Psychology, 88(3), 518-528. DOI: 10.1037/0021-9010.88.3.518
- Buckner, R. L., Andrews-Hanna, J. R. i Schacter, D. L. (2008). The brain's default network: Anatomy, function, and relevance to disease. Annals of the New York Academy of Sciences, 1124(1), 1-38. DOI: 10.1196/annals.1440.011
- Hayes, S. C., Strosahl, K. D. i Wilson, K. G. (1999). Acceptance and Commitment Therapy: An Experiential Approach to Behavior Change. Guilford Press.